Mam pociąg do japońskiej kuchni


22/05/2026 •

edzenie w Japonii to coś więcej niż dodatek do życia. To jego sens. Nic dziwnego, że washoku, czyli tradycyjna kuchnia japońska, trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. W tym artykule wyruszymy w podróż po Kraju Kwitnącej Wiśni, podążając szlakiem jego kulinarnego dziedzictwa.

Japonia to wyjątkowy kierunek dla foodies. Nawet wizyta w osiedlowym spożywczym może okazać się kulinarną przygodą i wyprawą do krainy nieznanych smaków. Regiony, miasta, wyspy, a nawet maleńkie wioski stają do wyścigu o podniebienia odwiedzających je gości. Więc jeśli Kobe to wołowina, a jeśli Hiroszima to… a zresztą czytajcie dalej!

Tokio – edomae sushi

W stolicy Japonii kulinarnie można podróżować dookoła świata, ale przecież nie po to jedziemy do Tokio, by żywić się pizzą i burgerami? Zamiast tego proponujemy spróbować edomae sushi, czyli tradycyjne sushi, od którego wszystko się zaczęło! 

„Edomae” dosłownie oznacza „przed Edo” i odnosi się do miejsca, z którego pochodziły ryby wykorzystywane w pierwszych nigiri (Edo to dawna nazwa Tokio). Współcześnie nie chodzi jednak o obszar połowu, a o tradycyjny sposób przygotowania ryby nim wyląduje na kulce ryżu. W czasach sprzed lodówek mistrzowie sushi marynowali, solili, gotowali, grillowali lub zanurzali ryby w sosie sojowym, by przedłużyć ich trwałość i pogłębić smak. Dzięki tym technikom edomae sushi ma bardziej złożony, wyrazisty smak niż wiele współczesnych wersji opartych wyłącznie na surowej, nieprzetworzonej rybie.

Kioto – kaiseki

Kaiseki to najbardziej wyrafinowana forma japońskiej kuchni. Nie jedno danie, a wielodaniowa uczta złożona z małych, precyzyjnie dobranych kąsków. Oparta na sezonowości, harmonii subtelnie skomponowanych smaków i estetycznej prezentacji – to jak wygląda uczta kaiseki jest nie mniej ważne od tego jak smakuje. W Kioto kaiseki osiąga swoją najbardziej klasyczną formę – to właśnie tutaj rozwijała się przez wieki jako część kultury dworskiej, stając się jednym z najważniejszych symboli kulinarnej tożsamości miasta. Kaiseki to nie zwykły posiłek a kulinarna sztuka, za którą… płaci się słono.

Osaka – takoyaki

Na szczęście zaraz obok jest Osaka – miasto pełne gastronomicznych pokus, które nikogo nie wypuści głodnym. Osakańczycy zresztą dorobili się osobnego określenie w języku japońskim – kuidaore. Znaczy to mniej więcej tyle, co „jeść aż do bankructwa”. Proszę się jednak nie przejmować, Osaka ma także propozycje dla osób, które chcą napełnić brzuchy nie doprowadzając się do finansowej ruiny. Jedną z nich są takoyaki – kultowa przekąska sprzedawana na ulicznych straganach. Takoyaki na pierwszy rzut oka wyglądają jak małe pączki, ale na tym podobieństwa się kończą. Chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku kulki nadziewane są bowiem nie marmoladą czy różą, a… kawałkami ośmiornicy. 

Kobe – wołowina wagyu

Opowieść o kulinarnych hitach regionu Kansai nie byłaby pełna bez słynnej wołowiny z Kobe. Kto nie słyszał opowieść o szczęśliwych krowach, które są pojone piwem, masowane i a w oborach słuchają muzyki klasycznej, by w efekcie obdarować ludzkość niemożliwie pyszną wołowiną? W tej pięknej legendzie kryje się jednak ziarnko prawdy. Smak i niespotykana w naszej części świata marmurkowa struktura mięsa nie podlegają dyskusji. Japońska wołowina nie dość, że wygląda jak dzieło sztuki to jeszcze rozpływa się w ustach niemal jak masło. Ta z Kobe jest najbardziej znaną, ale warto wiedzieć, że także w innych częściach Kraju Kwitnącej Wiśni hoduje się krowy. Szczególnie cenione przez smakoszy są hodowle w prefekturach Mie, Gifu, Yamagata i Shiga.

Hiroszima – okonomiyaki po hiroszimsku

Osaka słynie z jeszcze jednego kultowego dania – okonomiyaki. Jedni nazywają je „japońską pizzą”, drudzy „japońskim omletem”. Wszyscy są w błędzie, bo okonomiyaki nie przypominają żadnego z nich. To puszysty, okrągły placek z mąki pszennej, bulionu dashi i jajek, w którym przed usmażeniem zatopiono różne smakowite dodatki. 

Swoją własną wersję okonomiyaki ma Hiroszima. Warto jej spróbować, bo to prawdziwa kulinarna przygoda. W hiroszimskiej wariacji dodatków nie miesza się w cieście, tylko układa warstwami. Na smażonym na gorącej płycie placku ląduje duża garść szatkowanej kapusty, mięsa lub krewetek, kopa makaronu i inne dodatki. Okonomiyaki w tej wersji przypominają piramidę jedzenia. 

Sapporo – miso ramen

Powstały w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku kultowy specjał z Hokkaido bazuje na bulionie podbitym pastą miso, dzięki czemu mu gęstszy, bardziej treściwy i wyrazisty smak niż klasyczne warianty ramenu takie jak shoyu czy shio. Do tego smażone na maśle warzywa, kukurydza, kiełki i często plaster lub dwa wieprzowiny. Połączone w misce tworzy sycącą, rozgrzewającą kompozycję idealną na chłodny klimat północnej Japonii. 

Kanazawa – wagashi

Coś słodkiego? Proszę bardzo! Ale będzie słodko po japońsku, czyli de facto niezbyt słodko i na pewno bez czekolady. Wagashi to tradycyjne słodkości, które podaje się w czasie ceremonii herbacianej. Powstają z naturalnych składników takich jak ryż, agar, fasola azuki, cukier trzcinowy wasanbon czy jadalne kasztany. Smakują delikatnie. Ich słodycz jest subtelna, europejskiemu podniebieniu w pierwszym zetknięciu mogą wręcz wydać się mdłe. 

Podobnie jak w przypadku kaiseki, także w wagashi ważny jak wygląd. Słodkości mają kształty i kolory korespondujące z porą roku, często przypominają małe dzieła sztuki. Najpiękniejsze, ręcznie formowane słodycze powstają w Kanazawie – mieście, które ma najdłuższą tradycję ich produkcji. Niektóre są tak piękne, że żal je jeść… 

PS Do wszystkich wymienionych miast dojedziesz pociągiem w ramach Japan Rail Pass.