Sake barrels stacked in a traditional Japanese garden, showcasing cultural aesthetics.
,

Sanktuarium shintō w Itsukushima


29/08/2025 •

Jeden z najbardziej ikonicznych widoków Japonii. Ognista brama torii, stojąca raz w wodzie, a raz na plaży. Ale to nie jedyny powód, by będąc w Hiroszimie zahaczyć o wyspę Miyajima.

Tym bardziej, że posiadacze biletów Japan Rail Pass na wyspę płyną bezpłatnie, bo połączenia ze stałym lądem zapewniają promy japońskich kolei państwowych. Wystarczy okazać swój bilet przed wejściem na pokład. Port znajduje się kilka minut spaceru od stacji kolejowej, na której zatrzymują się pociągi z Hiroszimy. Przejazd nimi także pokrywa JR Pass.

Oficjalnie nazywa się Itsukushima

Ale utarło się ją nazywać Miyajima, czyli „wyspą świątyń”. I rzeczywiście, była miejscem kultu od niepamiętnych czasów. Japończycy wierzą, że czczono ją już w starożytności, być może jako bóstwo gór. W VI wieku – tak przynajmniej głosi tradycja – wybudowano na niej pierwszy chram shinto, a od XII wieku stoi tu Itsukushima-jinja – słynna pływająca świątynia, która podczas przypływu wygląda jakby unosiła na wodzie. Drewniane pomosty pozwalają zwiedzić ją suchą stopą, bez względu na fazę pływów. Kalosze można zostawić w domu. 

Chram otwiera monumentalna torii z drewna kamforowego, które jest odporne na działania wody i warunki atmosferyczne. Ma 16 metrów wysokości i 24 metry szerokości, a jej widok robi wrażenie niezależnie od pory dnia i perspektywy, z której się ją ogląda. Dawniej pielgrzymi przepływali pod nią łodziami, co symbolizowało rytualne oczyszczenie przed zejściem na świętą ziemię. Dzisiaj można podejść pod nią z plaży, ale tylko w czasie odpływu (w innym razie będzie potrzebna łódka). 

Na wyspie znajduje się także świątynia buddyjska Daishō-in. Położona u podnóża świętej góry Misen, ale nieco na uboczu, przez co mniej popularna wśród turystów niż chram Itsukushima. W IX wieku świątynię miał założyć mnich Kūkai (Kōbō-Daishi), który sprowadził do Japonii z Chin buddyzm ezoteryczny. 

Spacer po Miyajimie to podróż w czasie i przestrzeni

Wyspa świątyń w XX wieku diametralnie zmieniła swoje oblicze, a turystyka zaczęła dominować nad pielgrzymkami. Wymiar duchowy nadal jest niezwykle istotny na Miyajimie, ale o uwagę odwiedzających rywalizuje z masą atrakcji. A jest tu co robić, mimo tego, że wyspa jest niewielka (zmiesiłoby się na niej dziesięć krakowskich Starych Miast). 

Choć większość turystów zadowala się fotkami ze słynną bramą torii, my namawiamy by Miyajimie poświęcić więcej uwagi. Warto na przykład zdobyć górę Misen, tym bardziej że do wyboru mamy szlak pieszy (dość stromy, polecamy założyć porządne obuwie) oraz mniej wymagającą jazdę kolejką linową. Jakąkolwiek drogę wybierzemy, z wierzchołka będzie rozciągać się panoramiczny widoki na zatokę oraz Hiroszimę.

Na wyspie rozgościły się także oceanarium, restauracje, rzemieślniczy browar oraz sklepiki z tradycyjnymi pamiątkami. Uliczkami spacerują dzikie jelenie sika, które według wierzeń są posłańcami bogów. Nie wolno ich dokarmiać, ale obecność zwierząt dodaje miejscu niepowtarzalnego uroku.

Wyspa kulinarnych przyjemności

Lokalne specjały przyciągają turystów równie mocno jak świątynie. Koniecznie spróbuj momiji manju – ciasteczek w kształcie liścia klonu nadziewanych pastą ze słodkiej fasoli azuki – oraz świeżych ostryg dostępnych nie tylko na surowo, ale także grillowanych czy panierowanych. Ostrygi hoduje się w wodach Zatoki Hiroszima od XVI wieku, a pływające farmy widać nawet z góry Misen.